Przegryw

IMG_20180811_202607

– Cześć, mam na imię Kamila i nic mi w życiu nie wyszło.
– Cześć, Kamilo. Witam cię w imieniu grupy. Możesz swobodnie mówić, nie będziemy przeszkadzać.
– Tak po prostu?
– Tak.
– Ale co?
– Co zechcesz. Przyszłaś, bo coś cię gnębi. Będziemy słuchać.
– No dobrze… A więc naprawdę nie nazywam się Kamila tylko Dagmara, ale nie lubię tego imienia. Wolę Kamila. No i w sumie od tego wszystko się zaczęło… Od imienia.
Przedstawił się jako Tomek, choć w dowodzie miał Kazik. Czyli zaczął od kłamstwa. Powinnam wiedzieć, że na kłamstwie to można budować relacje sąsiedzkie, nie miłość. Ale ta obietnica w oczach, że będę szczęśliwa jak dziecko w Cyrku Zalewskim, musiała mnie skusić, bo później na nic nie zwracałam już uwagi. Także na to, że Maria to nie siostra, a Łukasz i Ola to nie są dzieci siostry. 

Okazało się, że dał się zaobrączkować kilkanaście lat wcześniej. Maria złapała go na trefnego durexa i w ogóle nie było między nimi chemii. To ja miałam być tą jedyną, do której wraca się po ciężkim dniu, by zyskać chwilę wytchnienia. To rzeczywiście były chwile. Wyszarpywane jak crocsy na wyprzedaży w Lidlu. Z Lidlem wiąże się jeszcze jedna historia, ale opowiem o niej później. Może, bo nie wiem czy jest sens mówić o czymś co i tak nie wyszło. 

A więc wracał do mnie wieczorami, pachnący potem i domowym jedzeniem. Zawsze zdawało mi się, że jego żona musi dobrze gotować, bo zapach tych ubrań przywodził na myśl moje dzieciństwo i kuchnię babci. Ogórkowa na zasmażce, ruskie pierogi, placek ze śliwkami. Prosiłam, by opowiadał co dziś jadł i czy było dobre. Początkowo nie oponował, tylko trochę się dziwił. Kiedy pierwszy raz wręczyłam mu menażkę, powiedział, że ześwirowałam i co niby ma powiedzieć żonie, kiedy będzie pakował jedzenie.

Nie będziesz jadł w pracy, tylko przyniesiesz mi.

Nie chciał na to przystać, ale postanowiłam wyznać mój sekret.

Matka zostawiła mnie jak miałam siedem lat i trafiłam do domu dziecka.

Byłaś w bidulu?

Nie wiem kto wymyślił określenie „bidul”, ale szczerze go za to nienawidzę. W bidulu mieszkają biedni ludzie, a ja nie chciałam być traktowana jak biedne, opuszczone dziecko. Chciałam być normalną dziewczyną i po prostu mieszkać w domu. Nawet jeśli to dom dla sierot. Babcia umarła i nie było komu mnie wziąć. Matka poszła w tango i założyła nowe stado. Była jeszcze młoda, a ja dyndałam jej jak kamień u szyi. Dzisiaj ma czterdzieści dwa lata.

Tak jak Marysia, to znaczy Maria – poprawił się szybko. 

Udałam, że mi to wisi. Ale tak naprawdę teraz to mnie ktoś przywiązał kamień do szyi.

Szkoda, że nie jestem kotem w worku wrzuconym do Wisły.

Nie mów tak. Jesteś jeszcze bardzo młoda, powinnaś cieszyć się życiem.

Pewnie teraz zastanawiacie się ile mam lat. Dwadzieścia siedem. Wiem, nie wyglądam, ale to wszystko przez Kazika, to znaczy Tomka. To on zrobił ze mnie stare pudło, żebym nie wyglądała przy nim jak jego córka. I tak już zostało. Nie umiem być sobą.

Chcę poznać twoją żonę.

Zgłupiałaś doszczętnie?! I co jej niby powiesz, że mamy romans?

Nie będę mówić o tobie, po prostu chcę ją poznać. Wydaje się taka dobra. Mogłaby być moją matką.

Wypluj to! – Szarpnął mnie za ramiona. – To chyba się jakoś nazywa, ta choroba? Chcesz sobie z mojej żony zrobić matkę? To chore! Jesteś wariatką! Nie pozwolę ci na to, nie zbliżysz się do mojej rodziny!

To było słabe rozstanie, nawet jak na standardy prowincjonalnego miasteczka. Nie mogłam o nim opowiadać koleżankom, bo uznałyby mnie za przegrywa. Po co to rozgłaszać? Już samo przyjście tutaj jest dla mnie trudne, choć nie tak bardzo jak początkowo sądziłam.

Naprawdę chciałam poznać Marię. To nie była fanaberia. Czułam się taka samotna, a ona w tych pojedynczych opowieściach wygłaszanych przez Kazika jawiła się jako ucieleśnienie dobroci i spokoju.
Miesiąc kręciłam się koło jej zakładu, aż w końcu zapytałam czy nie przyjęłaby mnie na próbę. Spojrzała na moje włosy i nie zapytała o dyplom czy referencje. Zaproponowała głodową stawkę, ale mi to zawisło. Przecież miałam pieniądze. Od Kazika. W zamian za milczenie. Skąd mógł wiedzieć, że płacą mi podwójnie. Widać, że Maria tak jak ja była samotna, bo od razu zaczęła się zwierzać. Powiedziała o Pawle, swoim młodszym kochanku, którego poznała rok wcześniej na Sympatii. Zupełnie nie ruszył mnie widok jego penisa we wzwodzie i sześciopak na brzuchu. Twarzy nie pokazała dla bezpieczeństwa, żebym nie rozpoznała go na mieście jakby co. To pewnie z powodu kochanka Maria nie miała pieniędzy. Paweł – skarbonka ssał ją jak niemowlę nie tylko podczas seksu. A ona go kochała. Tak mówiła. Kochała też Kazika, ale już nie tak bardzo jak wtedy, gdy przewartościowała dla niego swoje życie we wczesnej młodości.

Kiedyś przyniosłam zupę, a ona w rewanżu kluski śląskie. Wyznałam, że w życiu nie jadłam lepszych. Poczuła się doceniona i zaczęła dokarmiać mnie codziennie.

Jesteś taka chuda, musisz jeść.

Matka mnie zostawiła, to dlatego.

Przytuliła mnie mocno. Biedactwo, wyszeptała. Zadrżały jej ramiona.

Kaszanka, schab w majonezie, pieczarkowa, krokiety z kapustą, bigos, napoleonka i ciasto drożdżowe z wiśniami. Dogadzała mi miesiącami.
Raz wysłała mnie do sklepu.

Ściągnął mnie jego wzrok. Stał w kolejce do kasy numer dwa. Odwróciłam się za siebie, ale nikogo tam nie było. A więc gapił się na mnie. Nigdy wcześniej nie widziałam takiego spojrzenia. Po prostu nie mógł oderwać ode mnie wzroku. Było w nim zaproszenie. Nie wiem czemu, bo naprawdę nigdy wcześniej tego nie robiłam, przyrzekam, ale w tamtym momencie poczułam, że chcę by zerżnął mnie na masce swojego auta. Wiem, że to strasznie tandetne, ale tego właśnie chciałam. Może nie powinnam o tym mówić? Nieważne…

Chodź. Złapał mnie za rękę. 

Po wszystkim nie wymieniliśmy się numerami telefonów. Na odchodne powiedział, że kogoś mu przypominam. Liczyłam, że jak w tej piosence – kiedyś mnie znajdzie – ale mijały tygodnie, a ja tylko tyłam od obiadów Marysi. Ten sklep to był Lidl, zapomniałam dodać. Kolejna moja porażka.

Słuchaj, w końcu go poznasz! Odeszłam od Kazika! Poznasz Pawła! Już nie musimy się ukrywać.

Skakała podekscytowana jak nastolatka przed pierwszą randką. Cieszyłam się razem z nią. Też chciałam jej o czymś powiedzieć. Byłam w ciąży z panem NN, który wziął mnie na masce, nie pytając nawet o imię. Mimo to się cieszyłam. W końcu miałam przestać żyć w samotności. Być komuś potrzebna.
Przyszedł.
Wtedy pod Lidlem powinnam była poznać go po muskulaturze mięśni brzucha.

To mój Pawełek, zaćwierkała Marysia.

My się znamy spod sklepu, powiedział niepewnie, a ja poczułam ukłucie w podbrzuszu.

Karetka jechała chyba z godzinę tylko po to, by jakaś nadęta cipa powiedziała, że nie będę mamą. Pielęgniarz, który wiózł mnie na wyskrobanie resztek juniora mruczał pod nosem melodię z „Czterech pancernych”. Tyle pamiętam.

Odwiedziła mnie w szpitalu, bo wysłałam jej milion dramatycznych smsów. Zapytałam o jej dzieci.

Wszystko u nich w porządku.

A u twojej córki?

No mówię przecież, że u Oli wszystko dobrze.

A u Dagmary?

Wyszła. Nawet na mnie nie spojrzała.
A ja przez całe życie robiłam wszystko, by w końcu ją odnaleźć. Przecież jest dobrym człowiekiem. Tak sądziłam…

No i to chyba koniec mojej historii… Musiałam to z siebie wyrzucić. Dziękuję, że mnie wysłuchaliście.

– Dziękujemy, Kamilo. Zgodnie z naszymi zasadami, nie będziemy o nic pytać. Przyjdź jutro.
– Zobaczy się, co będzie jutro.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s