Złamane serca

 

UWAGA! TYLKO DLA DOROSŁYCH!

***

– Chciałbym mieć mózg podłączony do sieci. – Igor przesuwał palcem po ekranie swojego smartfona.

– Że co? – Serdel wytężał wzrok, walcząc z deszczem tnącym wprost w szybę służbowego golfa. Jakby chciał pokonać slalom gigant, tyle że zamiast słupków, wymijał krople metalicznego deszczu.

– Zobacz – Igor stuknął w wyświetlacz – gdybym miał stałe łącze z netem, byłbym bogiem i nie musiałbym szukać drogi do tego zapyziałego klasztoru.

– Trasę mam w głowie. Kiedyś… – Na twarzy Serdela pojawiło się rozrzewnienie zmieszane z nostalgią. – …przyjeżdżałem tam na panienki.

– Siostrzyczki rwałeś? – W komisariacie nikt nie podejrzewał tej grubej parówy o nawiązywanie relacji seksualnych, nawet tych płatnych, a już na pewno nie o dupczenie zakonnic. – No, stary, daję ci plus dziesięć do charyzmy! – Igor nie krył uznania.

– Debilu, nie siostry, a uczennice. – Serdel wywrócił oczami.

– Ty stary zboku!

– Pierdol się! – Serdelowi nie było do śmiechu. – Wiesz po co tam jedziemy, nie? – Igor wzruszył ramionami. – Siostry prowadzą szkołę. Resztę sobie dopisz. – Serdel zamilkł.

Tak, Igor zdążył przeczytać, że przy Niepokalankach funkcjonuje jedno z lepszych wałbrzyskich liceów oraz że budynek szkoły i klasztoru leży u podnóża masywu Chełmca. No i że otulają go lasy. I że w ogóle jest tam po prostu pięknie. Jakby to była jakaś rewelacja.

Igor wcale nie chciał przyjeżdżać na Dolny Śląsk, ale jęczenie Baśki na temat wspólnej przyszłości (Dlaczego znowu za rok?! Tylko tobie pozwoliłam wyruchać się w dupę i tak mi odpłacasz?!) wymęczyło go na tyle, że zgłosił się na ochotnika, kiedy komendant zapytał kto chce przez jakiś czas powaletować w Wałbrzychu. Od prawie trzech miesięcy okupował biurko w komendzie przy Mazowieckiej, w budynku o wrotach jak do banku narodowego, i nie wysilił się, by choć odrobinę poznać miasto. Wszędzie woził go Serdel, który po odejściu żony zabijał samotność w jego towarzystwie.

Po powrocie z pracy Igor siadywał w swoim pokoju w Domu Turysty, zwanym przez miejscowych Harcówką (gdzie kwaterę załatwił mu po znajomości nie kto inny jak Serdel, który znał tu wszystkich) i wgapiał się w telefon. W budynku trwał właśnie remont i Igor był jedynym gościem. Czasami, kiedy dopadała go nuda, ściągał gacie z zamiarem zabryzgania spermą tandetnej tapety w brązowe kwiaty, jaką wyklejone były ściany pokoju, ale patrząc na zdjęcie roznegliżowanej Baśki, zdobywał się jedynie na jedno ciężkie westchnięcie. Wskutek czego od osiemdziesięciu dwóch dni żył w żenującym celibacie. I choć wiedział, że powinien, to nie potrafił pieprzyć się na odległość.

Do tej pory jakoś ciągnął. Jak w tej piosence: tylko spać, jeść i pić. Jak tamagotchi. Sam czuł się takim elektronicznym stworkiem, któremu do życia potrzeba naprawdę niewiele. Dlatego może by i przetrwał to jebane oddelegowanie, ale informacja o zamordowanej zakonnicy zupełnie wytrąciła go z równowagi.

Nie chciał oglądać widoku, jaki czekał w klasztorze.

Normalnie obeszłoby go to bokiem. Zdążył przecież uzbierać kolekcję ciekawych fotek: rozbebeszoną kurwę, której jakiś fagas ujął nerkę; siksę z poderżniętym gardłem w następstwie miłosnej zemsty; ofiarę domowej awantury z wyłupionym okiem; samobójczynię z mózgiem wylewającym się epicko na szarą kostkę brukową oraz wiele innych mniej makabrycznych widoków, ale mimo to i tak godnych udokumentowania iPhonem X. Jednak dla Igora zobaczyć martwą kobietę, nawet bardzo pokiereszowaną, a zobaczyć martwą, pokiereszowaną zakonnicę to była duża różnica. Do tego siostrzyczkę ktoś rozebrał.

Obnażone kobiece zwłoki sprawiały, że Igor nie miał ochoty na seks w realu, o co nieustannie kłócił się z Baśką. Co prawda zdarzyło się raz, że jedna sztywna, ta, co nie zdążyli z płukaniem żołądka, była ujmująco piękna i, choć Igor nikomu się nie przyznał, onanizował się czasem, mając przed oczami jej białe piersi z sutkami nie większymi niż dwuzłotówki. Zdawał sobie sprawę, że psychoterapeuta, do którego nieustannie wysyłała go narzeczona, miałby na pewno teorię na ten temat i w najbliższej przyszłości zabukowałby dla niego miejsce w jednym z tych przytulnych rezerwatów dla obłąkanych. Ale wolał się tym nie martwić. Taka praca. Ryje psychę, wmawiał sobie, kiedy dopadały go wątpliwości.

Do Sobięcina jechali kilkanaście minut, mijając po drodze jakiś odnowiony kopalniany kompleks, czego nie omieszkał skomentować Serdel, mówiąc, że Stara Kopalnia to najlepszy bękart, jakiego nowosądeckiej ziemi spłodził Wałbrzych.

– Srasz w gacie, co? – Serdel zatrzymał auto. Deszcz właśnie ustał i na dworze czuć było rześkie, wilgotne powietrze. – Wiedziałem, że popuścisz! – zaśmiał się gromko. – Założyłem się z chłopakami o balantajnsa, że się porzygasz…

– Goń się, parówo! – Igor miał w dupie podśmiechujki, które robili sobie z niego kumple po tym, jak usłyszeli, że po pierwszym okazaniu zwłok ozłocił technika wzruszony widokiem wątroby (albo jakiegoś innego gówna) pływającej w kałuży ciemnej krwi. Od tamtej pory przed każdym wyjazdem na robotę kontrolował swoje odruchy, pamiętając o zażyciu aviomarinu i homeopatycznych kropli na nudności, dodatkowo wspomaganych setką żubrówki. – I tak nic ci po nim. – Klepnął Serdela w tyłek, w miejsce, gdzie od kilku miesięcy swe lecznicze właściwości uwalniał esperal.

Gmach szkoły prezentował się dostojnie. Zbudowany w stylu neoklasycznym przypominał XIX–wieczne kasyno garnizonowe, a nie miejsce intelektualnych tortur. Otoczony wielkim połaciem terenu musiał być kiedyś majątkiem ziemskim finansowego potentata z zamiłowaniem do podziwiania widoków przemysłowej dzielnicy z czterema kominami elektrowni w tle.

Trzy siostry czekały już przed wejściem. W letnich białych habitach i skórzanych sandałach wyglądały jak przedwojenne sanitariuszki. Przez czepce i identyczne oprawki okularów Igor nie potrafił odróżnić jednej od drugiej. Szare oczy, wąskie usta, włosy szczelnie ukryte oraz gruba bruzda między brwiami świadczyły o nieustającym umartwianiu się, będącym zapewne efektem życia w czystości.

– Mam nadzieję, ze nie będą panowie błaznować – odezwała się pierwsza, sepleniąc. Usta przesłaniała dłonią, ale Igor i tak dostrzegł brak górnej lewej jedynki. Dziewczyna bez zęba na przedzie. Uśmiechnął się drugi raz. A więc jednak siostrzyczki się różnią.

– Bez obaw. – Serdel zamachał legitymacją i poprosił o wskazanie miejsca, w którym odnaleziono denatkę.

– Dziewczęta… – zaczęła cicho druga – …dziewczęta są w internacie razem z siostrą Doroteą, ale mimo to… – przerwała, bo jej cienki głos stawał się niemal niesłyszalny. – Prosi…Prosi…

– Plosimy o usanowanie zmalłej i taktowne zachowanie – dokończyła szczerbata, po czym odeszła bez słowa razem z trzecią zakonnicą, która nie odezwała się wcale.

– Proszę tędy. Jestem siostra Ewelina i będę panom towarzyszyć – wyjaśniła zakonnica o ledwie słyszalnym głosie.

Poprowadziła policjantów korytarzem wyłożonym skrzypiącą mozaiką. Mówiła tak cicho, że Igor był pewien, że przygłuchy Serdel nic nie usłyszał.

– To tutaj. – Ruchem dłoni wskazała masywne drzwi. – Świętej pamięci siostrę Consolatę znaleźliśmy w salce gimnastycznej – wyjaśniła zupełnie bez emocji, jakby trupy były tu codziennością. – Nie pozwoliłam niczego ruszać – ruchem głowy wskazała technika oraz dwóch policjantów z V komisariatu, wyczekujących w słowiańskim przykucu pod oknem. Przyjechali na miejsce jako pierwsi, ale rozmiar zbrodni oraz wyjątkowe okrucieństwo zadecydowały o wezwaniu wsparcia z komendy miejskiej.

– Nie chciała nas wpuścić – technik splunął na parkiet. – Sterczę tu od godziny, a tam – miał na myśli salę gimnastyczną – wszystko stygnie.

Siostra Ewelina zakreśliła w powietrzu znak krzyża.

– Wolałabym, żeby przeoryszę oglądało jak najmniej osób.

– Zadbamy o to – zapewnił Serdel. Stary wiedział, co robi, wysyłając go do siostrzyczek. Serdel był mistrzem dyplomacji i gdyby nie picie, na pewno rezydowałby teraz na Wiejskiej.

– Z Panem Bogiem – siostra Ewelina przeżegnała się po raz kolejny i nacisnęła klamkę. Drzwi otworzyły się ciężko, jakby nie chciały dopuścić do wyjawienia sekretu, który skrywały.

– O, kurwa! – wyrwało się Igorowi, gdy zobaczył wnętrze sali. Siostra Ewelina aż podskoczyła. Igor jednym bluzgiem zgwałcił jej niewinne uszy. Zakonnica profilaktycznie odsunęła się od niego na dobry metr.

– Poczekam przy kantorku – wyjaśniła, odchodząc. – Ale będę patrzeć.

Serdel odprowadził ją wzrokiem. On także był poruszony, ale w przeciwieństwie do Igora nie myślał teraz o żubrówce ani tym bardziej o homeopatycznych kroplach na nudności.

– Jesteś debilem – powiedział tylko i zbliżył się do zmarłej.

Przeorysza Consolata, odarta z zakonnej godności, dyndała niczym bombka na choince. Z rękami skrępowanymi nad głową, uwiązanymi do jutowej liny, podczepionej pod sufitem, w niczym nie przypominała dostojnej przełożonej kościelnej, jaką zapewne była za życia. Wyglądała raczej jak sfatygowana flaga niesiona przez ONR–owca na marszu niepodległości. Jej białe do pępka, lekko nadwiędłe, na oko pięćdziesięcioletnie ciało, sprawiało wrażenie zrobionego z papieru, wyciętego i złożonego jak żuraw z orgiami. Dopiero druga, dolna połowa wnosiła kolor. Krew ściekała zakonnicy z brzucha po udach, łydkach aż wprost na drewnianą podłogę, gdzie zdążyła już nieco przyschnąć purpurowa kałuża.

– Kilkadziesiąt ciosów w brzuch – ocenił Serdel.

– Aha… – zamruczał Igor.

Zakonnice. Właśnie z ich powodu nie chciał brać tej sprawy. Sądził, że z opuszczeniem bidula, zapomni o nich raz na zawsze. Przyjazd do Niepokalanek traktował jak jakieś fatum, swoisty dzień świstaka, tyle że w realiach przemysłowego Śląska.

– Zobacz… – Igor zauważył coś połyskującego niedaleko skrzyni do skakania, między klepkami parkietu. Spojrzał na Serdela, ale ten nadal wpatrywał się w podbrzusze denatki, jakby liczył ilość zadanych ciosów. Igor podszedł do skrzyni i podniósł z ziemi srebrny łańcuszek z wisiorkiem w kształcie przełamanego serca z wygrawerowanym napisem. – Lo… Założę się, że ten, kto ma drugą połówkę, z literami ve, pomógł siostrze w drodze na tamten świat… Love, jakie to tandetne!

– Ciekawe… – Serdel pokiwał głową, dalej wpatrując się w zakonnicę. – Ktoś opierdolił jej włosy…

Widok niemal oskalpowanej, ociekającej krwią zakonnicy, był dla Igora nie do zniesienia. To tak jak podejrzeć własną matkę podczas zabawy wibratorem. Trauma na całe życie. Tak się Igorowi przynajmniej zdawało, bo przecież jako wychowanek sierocińca nie mógł tego wiedzieć.

– Ostrym narzędziem, pewnie nożem – kontynuował Serdel, rozglądając się w poszukiwaniu narzędzia zbrodni. W rogu pomieszczenia dostrzegł jedynie gruby, czarny ciasno spleciony warkocz spoczywający na złożonym w kostkę białym habicie. – Esteta–pedancik – zawyrokował.

– Do tego wspiera chorych na raka – zauważył Igor. – No włosy, zobacz… Z dwóch stron związane gumką. Przygotował jak do peruki. Baśka jak obcinała dla RakandRolla, to fryzjerka tak właśnie je związała.

– No dobra, to coś już wiemy… Wybebeszona zakonnica, rany kłute ostrym narzędziem, brak śladów szamotaniny, posprzątane jak u Dextera. Wygląda na zaplanowaną jatkę.

– Też tak myślę. Podejrzani?

– Zapytajmy szczerbatą.

***

– Nie będziemy przecież udawać – rzuciła Estera, chociaż żadna z dziewcząt nie płakała. – Dobrze jej tak! Pan zesłał na nią anioła zagłady! – zaśmiała się drwiąco, pocierając rozgrzany policzek. Zaledwie wczoraj siostra Consolata pozostawiła na nim odcisk swojej dłoni. – Zobaczycie, zaraz sudecką telewizję tu przyślą…

– Nie mów tak!

– Dlaczego nie? Chyba jej nie żałujesz, co?

– Pewka, że nie…

– No i dobrze, nie ma co nad suką rozpaczać! Już nikt nie będzie się nad nami pastwić! – Pokiwała głową, a koleżanki jej zawtórowały. – Chcecie coś zobaczyć? – Estera włączyła galerię zdjęć w telefonie. Przesuwając palcem po wyświetlaczu, pomijała fotki, które pstryknęła podczas wycieczki kilka dni wcześniej na Zamku Książ oraz w Palmiarni. – O! – pisnęła. – Są! Ale ostrzegam, tylko dla widzów o mocnych nerwach!

Koleżanki otoczyły ją wianuszkiem i rozpoczął się pokaz. Po chwili już tylko dwie z nich stały przy dziewczynie. Pozostałe siedziały na swoich łóżkach, szlochając albo zakrywając usta jakby za chwilę miały puścić pawia.

– O jena, ale miała wielkie cyce! Pod habitem nie było tego widać. – Werka nie kryła zdziwienia.

– No – przytaknęła Estera – i zobacz, jaką miała cipę zarośniętą! Buszmenka!!! – Zaśmiała się donośnie. – Co za ohyda!

– Ale przegryw! – Werka powiększyła zdjęcie. – No, yyy… ale tak w ogóle to skąd masz te fotki?

– Z aparatu! – odburknęła Estera. – A poza tym nie interesuj się, bo skończysz jak…

– Ej, weź wycziluj! Przecież nikt cię nie oskarża. Kiedy je zrobiłaś?

– Wtedy, gdy ostatnia kropla juchy skapywała właśnie z  wielkiego palucha przeoryszy. Zadowolona? – Estera nie miała zamiaru przyznawać się, że przy wykorzystaniu swoich wdzięków zdobyła komplet kluczy i w sali gimnastycznej popala maryśkę, ale koleżanki popatrywały na nią z powątpiewaniem. – No co wy, przecież jej nie kropnęłam. Kto by uniósł to stare ścierwo?

To fakt, Estera, której ptasim odpowiednikiem z powodzeniem mógł być koliber, nie dałaby rady dźwignąć zakonnicy i uwiązać na sznurze. Ale zawsze mogła mieć pomocnika.

– Każdy kabel kończy w ziemi… – Estera postanowiła się zabezpieczyć –  …więc gdyby  któraś z was miała ochotę na pogawędkę z wydziaranym polismanem albo z tym drugim, grubasem…  – Nie dokończyła, tylko wyjęła spod bluzki łańcuszek z wizerunkiem Najświętszej Maryi Panny. – No już, zrobimy cyrk jak w Wielki Piątek. Całujemy, dziewczynki, całujemy. I przysięgamy.

Dziewczęta podchodziły do Estery jedna po drugiej i całowały podobiznę Maryi, przyrzekając, że nie pisną słowa o tym, co widziały i słyszały tego dnia. Oraz dnia poprzedniego.

– I pamiętajcie, w nocy spałyśmy jak borsuki.

– Ale… – zaczęła jedna z nich. – Ale…

– Co ale?!

– A co powiemy, jak zapytają nas o Karinę?

***

Tym razem postanowił iść na piechotę. W głowie mu wrzało, myśli gotowały się jak w ukropie. Liczył, że długi spacer przyniesie ulgę. Wieczór był chłodny, ale bluzę niósł w dłoni. Cały czas myślał o poharatanym brzuchu przeoryszy i o tym, co powiedziała szczerbata siostra o wyszukanym imieniu Alfreda.

W zainteresowaniu policji było kilka osób: Marian Kania – upośledzony intelektualnie woźny, który po znalezieniu ciała złożył habit w kostkę i zmył większość śladów z podłogi;  Estera Liwak – licealistka nienawidząca przeoryszy jak największego wroga, która pokłóciła się z nią wieczór przed śmiercią. Igor wskazał jeszcze siostrę Alfredę. W jego ocenie zazdrościła przeoryszy stanowiska i zakonnego posłuchu. Do tego pozostawała kwestia tej zaginionej dziewczyny, Kariny Dąbrowskiej. Ktoś z jej otoczenia, na przykład ojciec lub brat miał powód, by zemścić się za niedopilnowanie szesnastolatki. Albo może jeszcze ktoś inny, z kim siostra Consolata miała na pieńku.

Trasa od komendy do Harcówki mierzyła kilometr. Telefon dyktował przeprawę przez ulicę Czerwonego Krzyża, ale Igor poszedł w stronę Wysockiego. Wolał unikać przechodniów. Poza tym postanowił w końcu zobaczyć Starą Kopalnię, o której nieustannie ględził mu Serdel jako o największej atrakcji turystyki przemysłowej w Polsce.

Szurał butami po asfaltowej nawierzchni, a pusta butelka po wódce, którą nie wiedzieć czemu niósł w plecaku, zwiastowała nieuchronnego kaca. Musiał się napić. Dochodziła dopiero dziewiętnasta i jak na czerwiec było wyjątkowo ciemno. Jakby wszystkie złe chmury zebrały się właśnie nad nim i przesłoniły całe niebo.

Już z daleka widział odrestaurowaną kopalnię otoczoną kamiennym ogrodzeniem. Budynek łączył starą formę z nowoczesnym designem. Ciekawe zestawienie, pomyślał Igor i aż się wzdrygnął, bo tuż za rogiem coś głośno grzmotnęło. Burza. Granatowe chmury popuściły, a on przecież musiał znaleźć monopolowy! W gardle susza. Oczy pieką. Dzwonienie w uszach rozwala bębenki. Igor przyspieszył. Potrzebował sklepu. Potrzebował grubej kasjerki, która poda mu dwa browce i ze zrozumieniem pozwoli schronić się przed ulewą albo może pozwoli złapać się za wielkiego śląskiego cycka. A po wszystkim razem zapalą szluga. Tylko tyle. Odrobina czułości, zrozumienia i znieczulaczy. Może wtedy zapomni. Albo zagłuszy wyrzuty sumienia. I przeczeka ten jebany deszcz.

Jednak na drodze miał tylko przystanek autobusowy, ale na szczęście znalazł wybawiciela. Na ławce siedział mężczyzna w pomiętym garniturze i ze skórzaną aktówką. Wyglądał jakby wracał z delegacji, z tym, że widocznie zabalował o jeden dzień za długo i bał się zjawić w domu. Kogoś mu przypominał.

– Pan z towarzyszem? – Igor zapytał z nadzieją, widząc w dłoni mężczyzny butelkę Grants’a.

– Proszę – odpowiedział mężczyzna sucho, nie odwracając wzroku od zabudowań Starej Kopalni. – Moje dziecko lubiło przesiadywać w Sztygarówce, bo tam spotykają się artyści – dodał z rozrzewnieniem.

– Z gwinta? – Igor, nie czekając na potwierdzenie, upił łyk alkoholu.

– Miała pisarką zostać jak ta z Nowej Rudy? – Igor uniósł brwi. – No ta, ta…no jak jej tam?

– Chutnik? – to było jedyne nazwisko, które Igorowi skojarzyło się z Nową Rudą.

– Chu…co? – mężczyzna zamyślił się na chwilę. – A chuj z tym…– machnął ręką. – Ale nie wyszło…

Igor upił kolejny łyk. Przełyk piekł go przyjemnie, a w głowie zaczynało szumieć. Mrowiły go stopy.

– Zobacz – mężczyzna wyciągnął dłonie przed siebie – od wczoraj trzęsą się jak zimne nóżki. Od wczoraj nie mogę tego opanować… – w jego głosie wybrzmiała histeria.

Igor zauważył, że mankiet koszuli ma nasiąknięty czymś czerwonym.

– Barszczyk – odpowiedział mężczyzna, widząc zainteresowanie Igora. – W Kryształowej mnie tak załatwili!

– Zdarza się – Igor podał mu butelkę. – A z tymi rękami to jest sposób. Codziennie wieczorem trzeba moczyć w zimnej wodzie, tak z pół godziny, minimum tydzień i przejdzie – skłamał.

– To już nigdy nie przejdzie! – mężczyzna rzucił butelką o bruk, rozbijając ją w drobny mak. – Nigdy! – krzyknął, wybiegając na jezdnię.

Wprost pod koła rozpędzonego transita.

***

Kobieta drżała. Nie odzywała się słowem, ale jej mimika wystarczyła aż nadto. Z oczu płynęły jej czarne łzy, a lniana sukienka, ubrudzona krwią potrąconego przypominała o zdarzeniu sprzed godziny. Zamiast dokumentów położyła na biurku wizytówkę z numerem telefonu, na której nadrukowano dodatkowo napis „zadzwoń”, co od razu skojarzyło się Igorowi z sekstelefonem.

Igor był pewien, że już gdzieś ją spotkał, ale cienkie usta, blada cera i włosy związane w niepozorną kitkę upodobniały ją do połowy polskich kobiet. To ta część Słowianek, które powinny urodzić się po drugiej stronie Odry, pomyślał beznamiętnie.

– Milczenie jest złotem, ale w pani sytuacji radzę się odezwać – zaczął powoli, siorbiąc kawę z plastikowego kubka. Już dawno powinien wylegiwać się w wyrze, licząc gówna much na tapecie w kwiaty.

Kobieta w odpowiedzi wybuchła szlochem i kolejny raz wskazała wizytówkę.

– No dobrze, zrobię to dla pani.

Wystukując numer telefonu, przeklinał w myślach chwilę, kiedy to przysiadł się do gościa w gajerze. Nie spodziewał się, że zamiast iść na fajrant, będzie musiał wrócić na komendę i teraz pełnić dwie role jednocześnie – świadka zdarzenia i oficera przesłuchującego podejrzaną. Co za gówno! W Warszawie odesłaliby go na chatę, żeby się wyspał, wysrał i znieczulił. Ale nie tu. Tu chcieli skorzystać z jego doświadczenia. Wycisnąć na maksa, jak cytrynę, z której zostaje tylko sucha pulpa.

Dopiero po trzech sygnałach w słuchawce odezwał się kobiecy głos:

– Słucham?

– Yyy… tu komisarz Igor Burda z komendy miejskiej policji…

– Cy s siostlą Lolettą wsystko f posządku?! – rozmówczyni przerwała mu ostro. Igor poczuł ukłucie niewidzialną szpilką. Spojrzał na łkającą kobietę i momentalnie przypomniał sobie, gdzie ją widział. Właśnie dodzwonił się do sepleniącej siostry Alfredy, a ta siedząca przed nim niemra, z rozmazaną gębą, to jedna z zakonnic, które powitały go rano w liceum przy placu Darowskiej. Tylko dlaczego miała na sobie ubranie cywilne?

– Fizycznie tak, ale – ściszył głos – psychicznie jest źle. Doszło do potrącenia pieszego z udziałem zatrzyma… to znaczy z udziałem pani koleżanki. Nie chce mówić.

– Siostla Loletta złozyła śluby milcenia – wyjaśniła Alfreda, a Igor pokręcił głową z niedowierzaniem. W jaki sposób odbiera się wyjaśnienia od kogoś, kto ślubował milczenie? Jak on, kurwa, przesłucha teraz tego pierdolonego pingwina?! – Z tej stlony siostla Alfleda, poznaliśmy się…

– Tak wiem…

– Psyjadę w ciągu pół godziny – powiedziała zakonnica i Igor tyle ją słyszał.

***

Dzień zapowiadał się źle. Otworzyć oczy i pierwsze co zobaczyć, to tłusty ryj gościa, który spokojnie mógłby robić za brzydszego brata Ferdka Kiepskiego to najbardziej chujowy z możliwych początków dnia.

– Wstawaj, laleczko! – Serdel ściągnął z Igora kołdrę. – Widzę, że nie wychodzisz z formy – podniósł z ziemi zdjęcie roznegliżowanej Baśki. – Ładna niunia, twoja?

– Małolaty przestały cię kręcić?? – Igor poczuł, że z ust wyziewa mu sztynks jak z dworcowego kibla.

– Zakładaj gacie, mamy pracowity dzień! – Serdel otworzył okno i wziął głęboki oddech. – Zazdroszczę ci tego. Normalnie całe miasto… Nie ma lepszego widoku, niż tu. Widać cały Wałbrzych – rozmarzył się Serdel.

W komendzie byli już wszyscy. Nie kryli niezadowolenia ze spóźnienia komisarza Igora Burdy i jego kompana, aspiranta sztabowego Ernesta Paryzola vel Serdel.

– No witamy naszą gwiazdeczkę – rzucił jeden z policjantów.

– Kawy! – odburknął Igor w odpowiedzi.

– Mam czerwoną linię z kurią – zaczął komendant. – Wszystkim zależy na szybkim znalezieniu sprawcy. Rozumiesz?

– Zrobi się. – Igorowi nie chciało się słuchać gadki wielokrotnie powtarzanej w stolicy.

Zawsze są naciski. I zawsze trzeba znaleźć sprawcę na już. Przecież nikt nie będzie się bawił w pieprzone archiwum X.

– Tylko zabierz ich stąd – Igor wskazał kolegów. – Damy radę z Serdelem.

Mężczyźni wyszli.

– Gdzie protokoły przesłuchań?

– Mam wszystkie – wyjaśnił Serdel.

– Czytałeś?

– Tak. Nic ciekawego. Mają alibi – pokręcił głową. – Ta mała czarnula, E… – Serdel zajrzał w akta – …Estera była z koleżankami w internacie przez całą noc.

– Mogły się zmówić.

– No mogły… ale dalej: woźny w nocy lunatykuje, więc matka zamyka go w pokoju, wyjmując klamki z okien i drzwi. Nie mógł więc wyjść, a zgon zakonnicy nastąpił między północą a drugą w nocy.

– Matka może go kryć.

– Weź, kurwa, przestań i słuchaj! Potem się pomądrzysz, dobra? Albo sam se poczytaj!

– Dobra, dobra, sory. Nawijaj.

– Co do Alfredy to tej nocy była poza klasztorem. Nocowała w hotelu Ibis. Nie chciała powiedzieć dlaczego. W hotelu jest monitoring, żadna zakonnica nie kręciła się w nocy przy wyjściu.

– Mogła założyć ubranie cywilne.

– Ja pierdolę! Myślisz, że nie wiem takich rzeczy?! Że pozjadałeś wszystkie rozumy?! – Z ust Serdela wylatywały spienione krople śliny. – Rób se co chcesz! – Serdel rzucił na biurko akta. – Aha, tu jeszcze masz prezencik od tej Esterki. – Wyjął z teczki kopertę wielkości zeszytu ozdobioną różowymi serduszkami. – To dla ciebie. Gówniara mówiła, że widziała cię przez okno i zakochała się w twoich tatuażach. – Serdel skrzywił się z dezaprobatą. – I napisała dla ciebie wiersze… Ale żeby była jasność, sadzę, że łgała jak pies! To znaczy suka! – Serdel trzasnął drzwiami.

Igor powąchał kopertę, oczekując, że skropiono ją różanymi perfumami, ale zamiast tego poczuł jedynie zapach papieru. Przedarł kopertę delikatnie i przez myśl mu przeszło, że może wewnątrz znajdzie jednak koronkowe stringi, być może noszone ostatnio przez dziewczyną. Od razu poczuł napływ krwi do penisa i pomyślał, że to dobry moment na rozprawienie się ze szkaradną hotelową tapetą.

– I jeszcze! – Drzwi otworzyły się z hukiem. – Ten z potrącenia… nad ranem wyciągnął kopyta.

– Rozumiem. – Igor odłożył kopertę. Usiadł na krześle i westchnął, jakby poczuł ulgę. – Wiemy coś o nim?

– To stary tej zaginionej, Kariny Dąbrowskiej. – Serdel zmarszczył brwi. – Małolata też się znalazła. Dwa dni temu wróciła z porodówki – dodał z przekąsem i wyszedł.

Igor odczekał chwilę, czy Serdel po raz kolejny nie wróci, a kiedy usłyszał jego gromki głos za oknem, wyjął z koperty zeszyt.

Serdel miał rację. To nie były wiersze. Na pierwszej stronie ładnym, prostym charakterem pisma wykaligrafowano napis: Pamiętnik Kariny Dąbrowskiej.

***

Tego dnia w Komendzie Miejskiej Policji w Wałbrzychu panowała podniosła atmosfera. Za ekspresowe wyjaśnienie sprawy śmierci przeoryszy Consolaty, komisarz Igor Burda i starszy aspirant Ernest Paryzol zostali odznaczeni nagrodą w postaci trzydniowego urlopu dodatkowego oraz premią uznaniową w wysokości trzech tysięcy złotych brutto. Nawet sam metropolita wrocławski, arcybiskup Józef Kupny, wysłał na komendę list z podziękowaniem za sprawną i rzetelną pracę wałbrzyskiej policji.

– Dzięki, stary – powiedział Igor. – Bez ciebie gówno by było, a nie wczasy.

Serdel uśmiechnął się nieznacznie i pociągnął łyk bezalkoholowego piwa. Siedzieli na ławce przed Domem Turysty, spoglądając na miasto szykujące się do nocnego odpoczynku. Niebo lizało szare dachy wałbrzyskich kamienic, mieniąc się na czerwono. Las pachniał świerkami i wilgocią.

– Baśka mogłaby tu zamieszkać – powiedział Igor, patrząc na okoliczne budynki. – W tych kamienicach powinni mieszkać żywi ludzie, a nie urzędasy. – Wyjął z kieszeni wycinek prasowy. – Zostaliśmy celebrytami z pierwszej strony Faktu. – Podał Serdelowi pogniecioną kartkę. Serdel zaczął czytać:

Natchnieni przez zemstę

Siostra Consolata  Ł., przeorysza klasztoru Niepokalanek w Wałbrzychu, zanim złożyła śluby czystości, była szczęśliwie zakochana w Hubercie D., mężu przyjaciółki, z którym zaszła w ciążę. Kiedy mężczyzna dowiedział się o owocu miłości, ofiarował jej okrągłą sumę na wykonanie aborcji i wyjechał z miasta na trzydzieści lat. Jednak zakonnica urodziła syna i oddała go do adopcji. Następnie wstąpiła do zakonu i objęła pieczę nad szkołą prowadzoną przez Niepokalanki. Hubert D. do Wałbrzycha wrócił z żoną i córką, którą posłał do liceum prowadzonego przez dawną kochankę. Kiedy przeorysza zorientowała się, że Karina D. to córka byłego kochanka, postanowiła się zemścić. Ona oddała swoje dziecko, a tymczasem jej kochanek miał córkę! Szprycując dziewczynkę kwasem 4–hydroksybutanowym (potocznie zwanym tabletką gwałtu) wmówiła jej, że w klasztorze dzieją się cuda i że zstąpił na nią Duch Święty w następstwie czego została brzemienna. Nastolatka uwierzyła, bo nie odbywała wcześniej stosunków seksualnych i przyrzekła milczeć w tej sprawie, ale wszystko opisywała w pamiętniku, który stał się głównym dowodem w sprawie. Po czasie wyjaśniło się, kto jest ojcem dziecka. Badania DNA wykazały, że to Marian K, niepełnosprawny intelektualnie pracownik techniczny szkoły. Zakonnica przekonała go, że seks z nastolatką to rytuał, który zdejmie z niego chorobę. I to wszystko w imię Boże! Kiedy ojciec dziewczyny poznał prawdę, namówił przeoryszę na spotkanie, po czym w afekcie dokonał krwawej zemsty, zadając jej kilkadziesiąt ciosów w brzuch. Następnego dnia zginął w tragicznych okolicznościach. Jedna z zakonnic potrąciła go śmiertelnie podczas ulewy, niedaleko centrum sztuki Stara Kopalnia. Czy to przypadek? Śledczy uznali, że tak. Ponadto ustalili, że Hubert D. celowo przygotował miejsce zbrodni w sposób wskazujący na psychopatycznego mordercę, by zmylić tropy, a narzędzie zbrodni wrzucił do Pełcznicy…

– Pięknie napisane! – Serdel złożył kartkę na pół i oddał ją Igorowi. – Pamiętasz, jak mówiłeś, że ten kto ma drugą połówkę wisiorka, ten ma związek ze śmiercią Consolaty?

Igor zachłysnął się piwem.

– Od początku chciałeś, żebym złapał mordercę, prawda? – Igor zbladł, a jego dłonie zrobiły się mokre. –  Kiedy przyjechałem po ciebie, a ty spałeś nawalony jak szmata, znalazłem TO na podłodze. – Na otwartej dłoni Serdela leżała połowa srebrnego serca z wygrawerowanymi literami ve. – Masz! Będzie pasować do drugiej, która w tajemniczych okolicznościach zniknęła z magazynu, tej z literami Lo. – Serdel zmarszczył brwi.Tej samej, którą nosiła twoja matka!

– Ale Serdel, poczekaj… – zaczął Igor, czując jak jego spodnie robią się mokre w kroku.

– Nie Serdel, tylko starszy aspirant Ernest Paryzol – powiedział twardo Serdel i obezwładnił pijanego komisarza. – Dalej będziemy rozmawiać na komendzie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s