„Wada” – książka bez wad

 „Zawsze chcemy zobaczyć coś szokującego, tylko po to, by odwrócić wzrok.”

Bernard Gross, policjant, którego czytelnik zna ze „Skazy”, powraca w znakomitej formie w „Wadzie”. To drugi tom serii o chełmżańskim stróżu prawa i już na wstępie powiem, że bardzo udany.

Małecki akcję właściwą powieści rozpisuje na kilkanaście sierpniowych, upalnych dni. I w tym czasie mamy do czynienia z intrygującymi wydarzeniami. Gross na płatnej plaży znajduje namiot pełen śladów krwi. Wszystko wskazuje na morderstwo, ale jest jeden szkopuł. Brak ciała. Chciało by się powiedzieć: nie ma ciała, nie ma zbrodni. Gross jednak nie odpuszcza. Targany przeczuciem robi wszystko, by rozwikłać sprawę. Naraża się prokuratorowi i swojej szefowej, podejmując kroki nie do końca zgodne z regulaminem, ale się opłaca. W końcu wpada na właściwy trop i rozwiązuje niebywale zagmatwaną zagadkę. Znajduje trupa. I to nie jednego. W dochodzeniu pomagają mu policjanci: Skałka i Stefański. Ten drugi to nowy w wydziale kryminalnym i wyszedł autorowi znakomicie. Skałka też robi niemały zamęt, oj, robi!

Ale streszczanie całości byłoby grzechem, dlatego musi wam wystarczyć zapewnienie, że lektura tej książki na pewno was nie rozczaruje. Mało tego, będziecie naprawdę zaskoczeni! Skomplikowana intryga, wątki nakładające się na siebie, interesująco skonstruowani bohaterowie, tajemnica, powroty do przeszłości, zaskakujące zwroty akcji oraz wiele różnorodnych smaczków czynią tę powieść wartościową i wciągającą lekturą.

Opis śledztwa jest szczegółowy, jakby Małecki w przeszłości sam był policjantem i bazował na własnych wspomnieniach. Ale nie śledztwo jest najważniejsze, choć przecież stanowi oś fabularną powieści. W „Wadzie” najważniejsi są bohaterowie, bo to dzięki nim akcja się rozkręca. I jak sam tytuł wskazuje, każdy z nich ma jakieś, większe lub mniejsze, wady.  Skałka, policjantka po przejściach, traci głowę i popełnia błędy, które mogą kosztować ją utratę pracy. Stefański, dostając szansę od nowego szefa jakim jest Gross, stawia wszystko na jedną kartę i płaci za to naprawdę wysoką cenę. Młoda harcerka skrywa smutną tajemnicę. Jednak wśród postaci drugoplanowych najciekawszy jest Tadzik, niedorozwinięty intelektualnie niemowa. To postać, która wiele namiesza.

No i jeszcze sam Gross. Człowiek doświadczony przez życie, którego żona od dziesięciu lat przebywa w ośrodku Fundacji „Światło”, a dorosły już syn wypiera go ze swojej świadomości. Bernard jest nieszczęśliwy, bo choć ma rodzinę, to w rzeczywistości jest samotny. Śpiączka żony i nienawiść syna odbijają na nim piętno, sprawiając, że chwile wytchnienia znajduje jedynie podczas sklejania modeli. Na drodze policjanta pojawia się bibliotekarka Malwina. I wtedy pojawiają się pytania. Czy Gross ma prawo do szczęścia i miłości, podczas gdy jego żona leży na szpitalnym łóżku? Czy poczułby ulgę, gdyby umarła? Czy byłby wtedy wolnym człowiekiem? Czy w ogóle ma prawo tak myśleć? Podoba mi się ten Gross. Bo jest ludzki. To nie super bohater, który wszystkich ma w dalekim poważaniu. Jest spokojny, opanowany, ma wady jak każdy z nas, a mimo to ujmuje swoją osobowością. Brawo, Robercie, stworzyłeś postać z krwi i kości!

Dodatkowym walorem książki jest okładka, która przeczy powiedzeniu „nie oceniaj książki po okładce”. Ten kryminał należy oceniać po okładce. Projekt autorstwa Poli i Daniela Rusiłowiczów doskonale oddaje klimat powieści i jest znakomitą jej reklamą. Jeśli spodobała się wam okładka, to z treścią będzie tak samo.

Warto jeszcze wspomnieć o obrazowości. Autor konstruuje sceny tak jakby były kadrami z filmu. Nie trzeba zamykać oczu, by wyobrazić sobie to, co się przeczytało. To z pewnością jedna z większych zalet „Wady”, jakkolwiek to brzmi.

Co jeszcze nie może umknąć uwadze czytelnika? Sceny erotyczne! Jest ich niewiele, ale gdy już się pojawiają, to temperatura wzrasta!

w2

„Wada” to kryminał z niespieszną oraz bogatą w szczegóły akcją, z zaskakującym zakończeniem. To książka, która wciąga do ostatniej strony. Polecam ją każdemu, kto lubi zagadki i unika prostych rozwiązań. Małecki zadbał o satysfakcję czytelnika, ale zrobił to inteligentnie i nienachalnie. Ta historia naprawdę mogła się wydarzyć. I według mnie jest to najlepsze podsumowanie.

Tak więc nie pozostaje wam nic innego, jak 15. maja ustawić się w kolejce po „Wadę”, książkę bez wad.

 


autor: Robert Małecki

tytuł: Wada

Wydawnictwo: Czwarta Strona

liczba stron: 532

rok wydania: 2019

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s