Odtwarzaj w pętli

Prezydent w swoim testamencie wydał dyspozycję, by jego stypa przeszła do historii jako pełna kolorów i dźwięków. Wobec woli zmarłego nikt nie odważył się przywdziać czerni i konsolidacja przebiegała w przyjemnym nastroju, niewiele mającym wspólnego z żalem po stracie ukochanego członka rodziny, zespołu, grupy wsparcia. Lub po prostu członka, co z żalem wspominały przybyłe na przyjęcie panie.
– Drodzy, Prezydent Hipno byłby z was dumny! – Lutek, manager Prezydenta, wciśnięty w pomarańczowy garnitur wyjęty żywcem z lat siedemdziesiątych poprzedniego stulecia odhaczył pierwszy punkt wieczoru: powitanie przybyłych. – Wyglądacie cudownie! – Przyklasnął zadowolony. – Pozwolicie? – Z kieszeni wyciągnął telefon i uwiecznił zaskoczonych przebierańców na kilku fotografiach zrobionych serią. – Jako wykonawca ostatniej woli naszego wspaniałego męża… – Lutek spojrzał w stronę wdowy eksponującej wdzięki na szezlongu stojącym w centralnym punkcie salonu, po czym poluzował krawat i przełknął ślinę – …yyy… jak już mówiłem ęża…ekhm mmm męża, ojca i przy… przyjaciela… mam dla was niespodziankę. – Zawiesił głos jak cyrkowy konferansjer zapowiadający gwiazdę wieczoru. Goście umilkli, ale Lutek się nie postarał i zabrakło werbli. – Wszyscy znamy przewrotną naturę naszego przyjaciela, naszego drogiego Hipno, ale to, co zaraz zobaczycie, rozpierdoli system!!!
Z ostatnim słowem Lutka w pomieszczeniu zgasło światło, a z głośnika popłynęła melodia jednego z hitów Prezydenta, pt.: Weź mnie na stole.
– Kurna, Lutek, mogłeś wybrać coś innego! – Diego, straszy syn Prezydenta zaprotestował ochrypłym z przepicia głosem. Młodszy syn, Mara i córka Dona milczeli w oczekiwaniu na to, co tym razem wymyślił ich stary. – Choćby Zróbmy to w rowie, ma lepsze rymy i melodię, a nie to gówno! – Diego był wyraźnie rozżalony, choć ciemność skutecznie ograniczała pole widzenia i Lutek mógł się tego jedynie domyślać.
– Nie miałem z tym nic wspólnego, Dieguniu. Nawet tego wcześniej nie oglądałem. To wszystko twój tatuś. Ostatnia wola zmarłego – wyjaśnił. – Nie przeszkadzaj, tylko patrz i podziwiaj. Wszyscy patrzcie!
Na ekranie pojawił się ryczący lew z MGM, tyle że po chwili znikł, a w jego miejsce zaczął ryczeć Prezydent ucharakteryzowany na Catmana ze swojego ulubionego zespołu KISS, co wywołało salwę śmiechu.
– A nie mówiłem? Nie mówiłem? – Gdyby Lutek był psem, z radości odpadłby mu ogon. – Już teraz widać, że to wspaniały performance! Ale cicho sza, oglądajmy dalej!
Po kilkunastu kolejnych rykach Prezydent zamilkł, a kiedy ponownie się odezwał dało się odczuć, że czasy wokalnej świetności ma już za sobą. Głos mu się rwał jak śpiewaczce operowej, która zaprzestała kuracji z jajek.
– Znacie mnie, to nie będę przynudzał, miau! – Prezydent z nagrania był w znakomitym humorze i dobrze czuł się w kociej skórze.
– Jezu, on miauczy! – wyrwało się wdowie zażenowanej stylizacją małżonka.
– Na pewno Cześka, przepraszam, moja magnificja, żona moja Czesława, jest teraz niezadowolona. Czy już przerywa? Znając ją, to na pewno. Ale to jedyna okazja, bym był szczery – kontynuował Prezydent co rusz pomiaukując, na co Czesława rytmiczniej poruszała wachlarzem. – Zawsze chciałem być kotem. Łazić po dachach, wygrzewać się na parapetach, srać do kuwety i wygrzebywać ości ze śmietników…
– Zatrzymaj to! – Wdowa z trudem łapała oddech. – Niech ktoś otworzy okno!
– Nie mogę, Czesiu. – Lutek podszedł do wdowy i położył dłonie na jej ramionach. – To się zaraz skończy – dodał jak psychopatyczny morderca upuszczający krwi swej ofierze. – Już niedługo…
– Ale ona zawsze mnie powstrzymywała. Dla dobra rodziny. Żeby dzieci się nie wstydziły. Żeby mamona płynęła strumieniami… – Prezydent podrapał się w czoło, zmazując czarny makeup. – To dla niej zostałem Prezydentem Hipno. Ale co to za pseudonim dla gwiazdy disco polo? I ta cała stylizacja, te zbiorowe hipnozy na koncertach… Rzygałem nimi za każdym razem. Chyba nie jesteście zdziwieni? – Prezydent zamilkł, by dać szansę zgromadzonym na refleksję nad jego losem. – Tak, moi mili, te trzydzieści lat na estradzie to jeden wielki rzyg jak po nieświeżej wątróbce! Miau!
– Mówiłam to za każdym razem! – odezwała się dotąd cicha Dona. – Biedny tatuś…
– Gdyby nie Zenek… Mam nadzieję, że jesteś Zenku? – Prezydent zbliżył twarz do kamery. – Gdyby nie ty i twoje Oczy zielone nadal tkwiłbym w tym bagnie. To ty uświadomiłeś mi, że jestem nikim i nigdy nie odniosę takiego sukcesu jak ty. Wyzwoliłeś mnie, bracie! Popchnąłeś pierwsze domino! – Prezydent położył dłoń na sercu. – Życzę ci siedmiu dobrych żyć, miau!
Kilka osób stojących najbliżej Zenka rzuciło mu złowrogie spojrzenia, a on sam w pośpiechu opuścił dom kolegi po fachu. Ludzie zaczęli szeptać.
– Dlatego postanowiłem umrzeć – ciągnął Prezydent, mając na myśli schyłek swojej kariery i brak kontraktów na kolejne trasy koncertowe. – Ale zanim oddałem się cudownej mieszance leków, która pozwoliła mi przejść na drugą stronę tęczy, nagrałem płytę. – Prezydent zaprezentował okładkę nowego albumu przedstawiającą go w kociej skórze. – W branży mówią, że nic tak dobrze nie sprzeda artysty jak jego własna śmierć. Mam nadzieję, że dzięki Dzikim melodiom moim spadkobiercom nie zabraknie mleka i miodu…
– Kochany tatuś! – pisnęła Dona, ściskając braci. – Może ta śmierć jeszcze wyjdzie nam wszystkim na dobre? – pomyślała na głos.
– Jeśli ten dzień jest kolorowy, a wy bawicie się przednio, to jestem szczęśliwy. Dziękuję wam za chwile, które były między nami, miau! – Prezydent przegryzł kilka kocich przysmaków. – Na koniec chciałbym zwrócić się do mojej rodziny: Czesiu, Diego, Mara i Dono, kocham was całym sercem i będzie mi bez was ciężko, dlatego wybaczcie moją decyzję. Jesteście dorośli, dlatego zdecydowałem, że wszystko, co mam i będę mieć w przyszłości, oddaję fundacji „Mamy kota”.
– Co?! – Mara aż wstał z siedzenia. – Czy ja dobrze słyszę?! Mamo???
W pomieszczeniu zapanował chaos. Wdowa wpatrywała się w ekran, a Lutek rozmasowywał jej zdrętwiałe ramiona.
– Wiem, wiem, kochani… Teraz wieszacie na mnie psy, ale kiedyś będziecie mi wdzięczni… – Prezydent zbliżył dłoń do kamery, jakby chciał wyłączyć nagrywanie, ale szybko ją cofnął. – Acha, jeszcze jedno. Jestem wam coś winien. Na zakończenie. Na odchodne, jak to się mówi. – Uśmiechnął się z ulgą. – Nareszcie mogę to powiedzieć. Czesiu, Dono i Diego, to słowa do was. Powinniście wiedzieć, że mój przyjaciel Lutek do swego łoża zaprosił każde z was… Miau…
– Dosyć! – Lutek zerwał się gwałtownie, chcąc wyłączyć projektor, ale wściekły Diego uderzył go w twarz, przez co ten upadł na ziemię, tracąc dwa zęby.
Nagranie z Prezydentem dobiegło końca. Z głośnika popłynęły dźwięki najbardziej tanecznego utworu Prezydenta Hipno zatytułowanego Hipnoza na densflorze. Korzystając z zamieszania, wdowa oraz dzieci zmarłego wokalisty w stylu angielskim ewakuowali się z mieszkania. Lutek przeczołgał się do kuchni w nadziei, że o nim zapomną. Pozostali żałobnicy, pobudzeni skocznymi brzmieniami piosenki oddali się radosnym pląsom. Zapanowała atmosfera festynowego szczęścia. Kolorowe stroje wirowały na parkiecie, a skandowaniu refrenu (Hipnoza na densflorze,/ tu każdy ci pomoże,/ ale tylko w nocnej porze,/ o dobry Boże, Boże!) nie było końca. Ktoś kliknął opcję „odtwarzaj w pętli”.
Jeden człowiek nie uległ emocjom. Siedział na parapecie, miętosząc w dłoniach bukiet żółtych żonkili. Zamierzał ofiarować je wdowie, ale zbyt szybko wyszła i stracił okazję. Rozmawiał z nią na początku bankietu, ale wtedy go nie poznała. Nie wysiliła się też, by odkryć jego tożsamość. Zresztą nikt z gości nie zainteresował się jego osobą. Mały, łysy i w szarym garniturze pozostał niezauważony. Wtopił się w kolorowy tłum i pozwolono mu dotrwać do końca. Zobaczyć reakcje, podsłuchać rozmowy. Po zmyciu scenicznego makijażu Prezydenta Hipno i zdjęciu peruki przestał być sobą. Stał się po prostu Kamilem Stecem, pięćdziesięciolatkiem z podwójnym podbródkiem, który wymyślił własną śmierć, a potem uczestniczył w pogrzebie.
I wszystko to z powodu liściku, który rok wcześniej znalazł w bukiecie żółtych kwiatków ofiarowanych mu przez nieznajomą podczas spaceru po jednym z moskiewskich parków.

***

Foto: Majki Majk

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s