Czempion – opowiadanie

drops-2404441_960_720

Latem 1978 roku w Boring City padało jedynie dwa razy.

Raz, gdy wygrałem zawody na dwieście metrów stylem klasycznym, zdobywając tytuł mistrza Wschodniego Wybrzeża.

Drugi raz, kiedy chowali Missy Dawson.

*

Farmerzy narzekali na niespotykany od lat upał i suszę. Kukurydza schła na polach, zmieniając się w popcorn. Krowy zdychały jedna po drugiej, wycieńczone żarem lejącym się z nieba. Ceny pieczywa skoczyły o dziesięć procent. Warzywniki przypominały popożogowy krajobraz. Po owoce jeździliśmy aż do Sundark.

Dobrze, że nie było większych problemów z siecią wodociągową. Mistrzostwa juniorów odbywały się rokrocznie i stanowiły miejscową tradycję. Każdego lata do miasteczka zjeżdżali najbardziej utalentowani zawodnicy z całego kraju, by rywalizować w zawodach objętych patronatem Kurta Philipsa, dwudziestotrzykrotnego medalistę igrzysk olimpijskich i honorowego obywatela Boring City. Te zawody to było coś. Drugiej tak prestiżowej imprezy dla młodych pływaków próżno by szukać po tej stronie Missisipi. Dlatego z nadejściem upału wszyscy martwili się o wodę.

Asekuracyjnie wprowadzono limity zużycia: jeden prysznic dziennie, spuszczanie wody jedynie po grubszej sprawie, absolutny zakaz podlewania przydomowych roślin.

– Lepiej, żeby uschły kwiaty, niż żebyśmy stracili mistrzostwa – powiedział pastor Buckley po niedzielnym nabożeństwie. – Roślinność odżyje, a jeśli odwołają zawody, stracimy wszystko – dodał.

Nie było w tym przesady. Boring City leżało na uboczu, z dala od większych miast. Prowadziła do niego tylko jedna droga stanowa, mająca swe zakończenie po wschodniej stronie miasteczka, tuż przy jeziorze Mamoa. Okolica nie obfitowała w złoża ropy naftowej ani cennych kruszców. Nie wyróżniała się unikatowym krajobrazem czy zbawiennym klimatem. Ot, miasto jakich w Stanach wiele – małe, nudne (o czym wieściła jego nazwa) i żyjące leniwym życiem, którego urozmaicenie stanowiły coroczne zawody. To właśnie wtedy, w tym jednym lipcowym tygodniu, miasto zarabiało na funkcjonowanie przez następny rok. W hotelach ustawiano dostawki. Marketowe magazyny zapełniały się jak przed nadejściem kataklizmu. Dziennikarze zjeżdżali tłumnie, relacjonując każdy szczegół. Turyści rozbijali namioty. Na ulicach panował zgiełk i pośpiech, a samochody stały w korkach. Cała Ameryka obserwowała nas z zaciekawieniem na miarę tego, które towarzyszy Super Bowl. Zwycięzca wyścigu na dwieście metrów stylem klasycznym, koronnym stylem Philipsa, dostawał dziesięć milionów dolarów nagrody, a jeden ze szczęśliwców biorących udział w specjalnie zorganizowanej na ten czas loterii wygrywał aż sto milionów baksów. Nagrody zapewniała fundacja Philipsa, który dzięki handlowi w branży przemysłu ciężkiego, z bogatego pływaka stał się dwunastym najbogatszym człowiekiem w kraju.

Jeszcze nie zdarzyło się, żeby mieszkaniec Boring City sięgnął po najwyższe trofeum, dlatego wszyscy pokładali we mnie nadzieje. Miałem osiemnaście lat i najlepszy czas w tym roku z wynikiem 2:06,59, który zaskoczył nawet mojego trenera.

– Noah, stary byku, jak to powtórzysz, to nie będzie na ciebie mocnego – powiedział trener Johnson i uściskał mnie po ojcowsku. – Zrelaksuj się. I, pamiętaj, żadnych dziewczyn!

– Dobrze, trenerze – obiecałem.

Następnego dnia wybraliśmy się z Missy nad jezioro Mamoa. Missy przygotowała kanapki z jajkiem i lemoniadę. Była blada jak ściana i nie chciała się opalać.

– Zobaczysz, kiedyś ci udowodnię, że opalanie jest niezdrowe – powiedziała, grożąc palcem.

– Słońce to samo dobro. Bez niego świat pokryłby lodowiec. Taki sam, jakim masz obleczone serce.

Missy zmrużyła oczy. Mimo że rok młodsza, zawsze była ode mnie mądrzejsza i bardziej poważna. Uśmiechała się tylko w wyjątkowych okolicznościach, komplementowała z rzadka. Lubiłem spędzać z nią czas, choć wiele nas różniło.

Missy nie potrafiła pływać jak każdy w mojej rodzinie. Bała się wody i utonięcia. Nigdy nie brała kąpieli w wannie w obawie, że straci przytomność i woda zaleje jej płuca. Nie dała się namówić na lekcje pod okiem trenera, mówiąc, że nie chce stanowić dla mnie konkurencji.

– Mam dla ciebie niespodziankę – rzekła, zanurzając się w wodzie do pasa. – Jak wygrasz zawody…

– Ej, wyłaź! – Do tej pory Missy nie pozwalała wodzie podejść powyżej kolan. – Wyłaź, bo się utopisz!

Missy nie posłuchała. Ugięła kolana i zniknęła pod taflą jeziora, wprawiając mnie w osłupienie. Nim zdążyłem zareagować, pojawiła się ponownie, uśmiechając się promiennie, jakby właśnie dostała list z Yale. Dopadłem ją po chwili.

– Oszalałaś!? Chcesz się utopić?! Co ty wyprawiasz? – Byłem na nią zły, że zrobiła coś tak głupiego. Jeszcze bardziej martwiło mnie to, że kiedy bąbelki powietrza uchodziły z wody, ja stałem jak wmurowany, nie ruszając się na krok. – Missy, a gdybyś się utopiła?

– Przecież mam ciebie. Nie pozwoliłbyś mi utonąć. Jesteś mistrzem. – Pocałowała mnie w policzek. – Nie cieszysz się?

– Nie wiem… No chyba się cieszę. To duży wyczyn. – Podałem jej ręcznik. Nie zauważyła, że drżą mi kolana. – Missy, to ważne, posłuchaj.

Missy przyjęła pozycję przykładnej uczennicy.

– Tak, panie profesorze?

– Gdybyś się topiła, nie mógłbym cię uratować. Wiesz, że mam ważne zawody… Muszę być w formie. – Missy zmarszczyła nos. – Poza tym trener Jonhson mówi, że nie wolno ratować topielców, bo wtedy idzie się z nimi na dno.

– Noah, ty tak serio? Nie ratowałbyś siostry? – Missy zaśmiała się, nie dowierzając moim słowom. Uśmiechnąłem się zmieszany. – Dobry żart, prawie uwierzyłam. Nie ma jak kochany braciszek – szepnęła, wtulając się w moje ramiona. – Bez obaw, nie będzie potrzeby. – Pstryknęła mnie w nos i ponownie wskoczyła do wody. – Za tydzień zobaczysz! – krzyknęła. – Zobaczysz!

Dwa dni później Missy, siedząc na trybunach, wymachiwała plakatem z napisem „Noah nie bądź żółwiem!”, co w kontekście moich ostatnich wyników rozśmieszyło kolegów z kadry. Ojciec wolał zostać w warsztacie i grzebać w pick-upie starego Sammiego, mówiąc, że liczy się tylko ten pieniądz, który ma się w garści. Dziesięć milionów, które były w zasięgu moich ramion, nie robiło na nim wielkiego wrażenia. Matka wekowała pikle.

Stojąc na słupku myślałem tylko o tym, że Missy jest najlepszym człowiekiem, jakiego znam i gdyby nie ona, nie miałbym nikogo bliskiego. Że w gruncie rzeczy wszystko, co dotychczas robiłem, robiłem po to, by jej zaimponować. Że pływaniem zająłem się tylko dlatego, bo chciałem być w czymś od niej lepszy.

Nie pamiętam wyścigu. Po prostu wskoczyłem do wody. A potem dobiłem brzegu basenu. 2:06,57 wystarczyło, bym stał się bogaczem.

*

Missy pochowali dwudziestego pierwszego lipca, równo tydzień po moim zwycięstwie. Rodzice zabronili mi wziąć udział w pogrzebie, ale i tak przyszedłem. To wtedy spadł ten okropny deszcz. Ludzie szeptali, że niebo płacze nad moją rodziną. Najpierw płakało z radości, gdy wygrałem mistrzostwa. Teraz płacze z rozpaczy nad biedną Missy.

– Dzisiaj nie masz ważnych zawodów! – krzyknęła wtedy Missy, wbiegając do wody. Miała na sobie pomarańczowy kapok.

Bałem się trochę, ale radziła sobie dobrze. Do tego kapok chronił ją przed utonięciem. Płynęła żabką, zwinnie i bez większego wysiłku.

– To moja niespodzianka! – zawołała jakieś pięćdziesiąt metrów od brzegu, prawie tyle, ile ma długość jednego basenu. – Uczyłam się, żebyś był ze mnie dumny!

– Wracaj, Missy! Wracaj! – Odpłynęła stanowczo za daleko. – Missy!

– Już! Już!

Nie wiem, jak to zrobiła, ale odpięła zatrzask. Pomarańczowa kamizelka dryfowała po spokojnej tafli jeziora.

– Missy! – wrzasnąłem przerażony, ale ona nadal płynęła.

Po chwili, już bardzo blisko brzegu, zniknęła pod wodą. Znowu głupie żarty, pomyślałem. Woda w tym miejscu sięgała najwyżej ramion, więc wcale się nie zmartwiłem.

Ale ona nie wypływała.

– Missy! Missy! – krzyknąłem zaniepokojony. I wtedy w miejscu, w którym zniknęła, pojawiły się bąbelki.

*

To nieprawda, że czas zabliźnia rany, a pamięć rozpada się na milion kawałków, gubiąc te najgorsze.

Jestem jak wydrążona dynia stawiana przed domem w halloweenową noc. Kiedy płonie w niej świeca, cieszy widokiem. Ale gdy świeca gaśnie, jest tylko nędzną skorupą, która zaczyna gnić od środka.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s