Diament pamięci – opowiadanie

wedding-425817_960_720

 

Gdyby zsumować wszystkie przejechane kilometry, Samuel Bohr na wysłużonym Jubilacie okrążył glob dwukrotnie. Na pewno dalej kręciłby pedałami, doręczając listy mieszkańcom Nowej Rudy, ale zmogło go śmiertelne paskudztwo.

Zaprzyjaźniony z okolicznymi kundlami i staruszkami na powtórnym wydaniu pracę swą lubił i cenił, za co wynagradzano go końcówką emerytury bądź grzecznościową sagą z dwoma kostkami cukru.

Na rowerze spędził czterdzieści lat życia, przez co noworudzkie media co jakiś czas rozpisywały się o listonoszu z najdłuższym stażem w powiecie, który z oddaniem i w niepogodę dzielnie stuka od drzwi do drzwi, wręczając przesyłki małe i duże.

Jednak lokalna sława i ludzka sympatia nie uchroniły go przed przedwczesnym opuszczeniem ziemskiego padołu. Równo dwa miesiące po postawieniu diagnozy, Samuel zamienił bicykl na dębową trumnę wyścielaną alabastrową koronką.

Jeszcze za życia, ale już z perspektywą nadchodzącej agonii, Samuel postanowił pozostawić po sobie trwały odcisk na ziemi i zrobić krok, na który dotychczas brakło mu odwagi.

Kilka lat wcześniej Maryna Zapalska, przyprawiająca go w młodości o zawroty głowy i mocniejsze uderzenia serca, na łożu śmierci wyznała mu w sekrecie, że córka jej, Bronisława, zbudowana jest na bazie Samuelowego DNA. Jako że Samuel był bystry, nie potrzebował dalszych wyjaśnień. Wiadomość o posiadaniu potomkini nadała sens jego dotychczasowej egzystencji. Poczuł się potrzebny i odpowiedzialny za los dziewczyny.

Obiecał Marynie, że dopóki żyje jej ślubny, dopóty będzie siedział cicho i nie zbezcześci pamięci o jej cnocie i małżeńskiej wierności. Musiał więc znaleźć sposób, by zbliżyć się do Bronki, jednocześnie pozostając incognito jako ojciec. W drogerii kupił perfumę pachnącą konwaliami i skrapiał nią polecone adresowane do dziewczyny. Przy kamieniołomie w Świerkach zbierał leśne jagody i suszył je na parapecie w kuchni, by w razie niestrawności Bronka miała lekarstwo. Kiedy w czerwcu baby wyłaziły na targ w Rudzie, brał od nich truskawki i niósł jej w nadziei, że ta dostrzeże w nim podobieństwo.

Po pięciu latach wysyłania dyskretnych sygnałów w postaci owocowych upominków czy pachnącej korespondencji, Bronka pozostawała niewzruszona i ani razu nie zaproponowała mu herbaty. I kiedy choroba dopadła Samuela jak drab w bramie przy Kościelnej 12, to znaczy znienacka i raczej gwałtownie, postawił wszystko na jedną kartę. Bronkę trzeba obdarować hojnie i z przytupem. Jak doświadczony myśliwy rozpruł poszycie starej wersalki, która od lat stanowiła dla niego najbezpieczniejszy bank i na stół wyciągnął podsumowanie swojego listonoszego życia.

Jako że miał smykałkę do porządku i umiarkowanej pedanterii ułożył mamonę na blacie, segregując monety jak niegdyś jego dziad Abram, nauczyciel rachunków w szkole w Ludwikowicach. Po skrupulatnym podliczeniu majątku ostał się z sumą dwunastu tysięcy złotych. Jak na cztery dekady dźwigania ciężkiej torby wydaje się niewiele, ale Samuel był kontent. Zdążył już rozeznać się, że uciułana kwota wystarczy, by sprezentować córce pierścionek z całkiem pokaźnym diamentem o brylantowym szlifie. Idealna pamiątka po ojcu – pomyślał uradowany i począł odliczać dni do swojej śmierci.

***

Dusza opuściła Samuelowe ciało piętnastego maja podczas głębokiego i spokojnego snu, a błogiego uśmiechu, odciskającego się na twarzy nieboszczyka, nie zniwelowało nawet stężenie pośmiertne.

Krótko po skremowaniu zwłok w zakładzie pogrzebowym Chryzantema zjawił się wykonawca testamentu zmarłego, notariusz Tadeusz Konieczny, który pobrał dziesięć gramów prochu listonosza, a następnie przewiózł je do Warszawy, gdzie miały sfinalizować się sprawy spadkowe w postaci przemiany węgla wyłuskanego z prochu Samuela Bohra w gustowną biżuterię.

***

Nowy listonosz, Mikołaj Siudem, odwiedził Bronkę miesiąc po śmierci swojego poprzednika, uroczyście wręczając jej paczkę zawiniętą w ozdobny granatowy papier ze złotym logo.

Diament Pamięci? – zdziwiła się Bronka nieprzyzwyczajona na korespondencji ze stolicy. – Ciekawe co to?

– Może prezent od wielbiciela? – Mikołaj uśmiechnął się zadziornie.

Bronka zignorowała zaczepkę, wczytując się w list dołączony do przesyłki. Im dłużej czytała, tym bardziej wygładzały się jej rysy twarzy. W końcu przysiadła na krześle i otworzyła pakunek. Po chwili zadumy rzekła:

– To prezent od Samuela Bohra. – Wyjęła pierścionek i wsunęła go na palec. – Pisze, że jest moim ojcem, a ta błyskotka – wskazała prezent – to mój spadek po nim. Chce, żebym zawsze go nosiła, bo w tym pierścionku jest cząstka jego samego…

– To chyba dobrze? – Mikołaj nie wiedział, jak zareagować.

– Zależy dla kogo. – Bronka otworzyła barek, w którym zamiast alkoholu stały w rzędach pudełka mniejsze lub większe, a każde podpisane imieniem i nazwiskiem. – To mój dwunasty poojcowski spadek – dodała bez entuzjazmu. – Matka miała dar przekonywania.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s